| W Dzień Dziecka spotkali się dwaj chłopcy, którzy spełnili marzenia. Jeden poleciał w kosmos, drugi na mundial |
| Wpisany przez S.Z. |
| wtorek, 02 czerwca 2026 08:52 |
W Dzień Dziecka spotkali się dwaj chłopcy, którzy spełnili marzenia. Jeden poleciał w kosmos, drugi na mundialJeden marzył o największych stadionach świata, drugi o locie w kosmos. W Dzień Dziecka Grzegorz Krychowiak i Sławosz Uznański-Wiśniewski spotkali się w studiu podcastowym RMF FM, by porozmawiać w podcaście „W stylu Krychowiaka” o spełnianiu marzeń, cenie sukcesu i życiu po drugiej stronie niemożliwego. Nie zabrakło osobistych wyznań o rodzinie, kulisach lotu kosmicznego i technologiach, które mogą zmienić przyszłość.
Choć dziś są symbolami sukcesu w swoich dziedzinach, obaj zaczynali jako chłopcy z marzeniami. Krychowiak chciał grać na największych stadionach świata. Uznański-Wiśniewski marzył o przekraczaniu kolejnych granic – od górskich szczytów po przestrzeń kosmiczną. W rozmowie astronauta wrócił do najbardziej emocjonalnych momentów swojej misji. Jak przyznał, największy ciężar często spoczywa nie na osobie lecącej w kosmos, ale na tych, którzy zostają na Ziemi. – To nie była tylko moja misja. To była też nasza misja. Do lotu przygotowuje się nie tylko astronauta, ale cała rodzina. Najtrudniejszy element misji jest dla tych, którzy zostają na Ziemi i patrzą, jak ktoś bliski wsiada do rakiety i odlatuje. Szczególne miejsce w jego opowieści zajęła żona, Aleksandra Wiśniewska. Uznański-Wiśniewski podkreślał, że podczas wielomiesięcznych przygotowań i samego lotu była dla niego największym wsparciem, a w czasie misji stała się także głównym źródłem informacji dla opinii publicznej w Polsce. Dużą część rozmowy poświęcono również eksperymentom przeprowadzonym podczas misji IGNIS. Jednym z najbardziej przełomowych było badanie aktywności mózgu astronauty w stanie nieważkości i rozwój technologii umożliwiających komunikację między człowiekiem a komputerem. – Podczas misji IGNIS polski zespół jako pierwszy pokazał w kosmosie działający interfejs między mózgiem człowieka a komputerem. Astronauta opowiedział także o eksperymencie z wykorzystaniem glonów produkujących tlen, które w warunkach orbitalnych działały skuteczniej, niż przewidywały modele stworzone na Ziemi. Jego zdaniem właśnie takie projekty najlepiej pokazują, dlaczego inwestycje w sektor kosmiczny mają znaczenie nie tylko dla nauki, ale także dla codziennego życia. Rozmowa zakończyła się pytaniem o przyszłość eksploracji kosmosu i powrót człowieka na Księżyc. Uznański-Wiśniewski nie ukrywał, że wciąż patrzy na kosmos z tą samą fascynacją, którą miał jako dziecko. – Kosmos fascynuje mnie od dziecka i mam nadzieję, że udało mi się tą fascynacją podzielić również z innymi. SŁAWOSZ UZNAŃSKI-WIŚNIEWSKI GOŚCIEM GRZEGORZA KRYCHOWIAKA W PODCAŚCIE „W STYLU KRYCHOWIAKA W RMF FM Grzegorz Krychowiak: Czysta przyjemność mieć astronautę, a nie kosmonautę w programie. Jaka jest różnica? Sławosz Uznański-Wiśniewski: To głównie kwestia tradycji. Astronautami nazywa się osoby latające z NASA czy ESA, a kosmonautami rosyjskich i radzieckich uczestników misji. W Polsce używamy tych określeń zamiennie, ale formalnie jestem astronautą Europejskiej Agencji Kosmicznej. Grzegorz Krychowiak: Mi sport towarzyszył od dziecka. Jak było u ciebie? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Podobnie. Grałem w piłkę nożną i koszykówkę, ale najdłużej trenowałem żeglarstwo. Przez ponad dziesięć lat startowałem w zawodach w Polsce i Europie. Grzegorz Krychowiak: Kiedy pojawiło się marzenie o kosmosie? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Chyba było ze mną od zawsze. Urodziłem się 12 kwietnia, w rocznicę lotu Jurija Gagarina. Mama co roku życzyła mi szczęśliwego Dnia Kosmonautów. Od dziecka interesowały mnie sport, technologia i to, jak działa świat. Lubiłem budować różne rzeczy i zadawać pytania. Ta ciekawość została ze mną do dziś. Grzegorz Krychowiak: To od niej wszystko się zaczęło? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Myślę, że tak. Nigdy nie było jednego momentu, kiedy spojrzałem w niebo i powiedziałem: „Polecę w kosmos”. Zawsze chciałem po prostu odkrywać coś nowego. Duży wpływ miał też mój tata. Chodziliśmy razem po górach – od Tatr, przez Alpy, aż po Himalaje. Z czasem pojawiło się pytanie: co dalej? Dla mnie odpowiedzią stał się kosmos. Grzegorz Krychowiak: Twój tata powiedział kiedyś: „Alpy przestały mu wystarczać, więc pojechał w Himalaje. Himalaje też przestały wystarczać i szukał szczęścia wyżej”. Sławosz Uznański-Wiśniewski: Piękne słowa. Rzeczywiście zawsze miałem potrzebę, żeby iść dalej i sprawdzać, co znajduje się za kolejnym szczytem. Grzegorz Krychowiak: Mam wrażenie, że astronauta to nie tylko człowiek lecący rakietą. Sławosz Uznański-Wiśniewski: Zdecydowanie. Astronauta wykonuje eksperymenty naukowe, testuje technologie, ale też opowiada o nauce i pokazuje, dlaczego warto inwestować w przyszłość. Podczas misji wykonywałem pracę dla polskich naukowców i inżynierów. Starałem się też reprezentować Polskę i pokazywać nasz potencjał technologiczny. Grzegorz Krychowiak: Czyli jesteś rękami naukowców na orbicie? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Dokładnie. Wielu ludzi pracuje latami nad eksperymentem, który później astronauta wykonuje w kosmosie. Dzięki misji IGNIS mogliśmy przeprowadzić trzynaście polskich eksperymentów przygotowanych przez instytuty badawcze i firmy technologiczne. Grzegorz Krychowiak: Leciałeś jako reprezentant Polski? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Tak. Każdy z członków naszej międzynarodowej załogi reprezentował swój kraj. Ja realizowałem przede wszystkim eksperymenty przygotowane przez polskie zespoły, ale uczestniczyłem też w projektach europejskich i międzynarodowych. Grzegorz Krychowiak: Jaką rolę odgrywała NASA? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Misja była efektem współpracy wielu podmiotów. Załogę zebrała firma Axiom Space, lecieliśmy rakietą SpaceX, a pracowaliśmy na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej zarządzanej przez największe agencje kosmiczne świata, w tym NASA i ESA. Grzegorz Krychowiak: To ogromne przedsięwzięcie. Sławosz Uznański-Wiśniewski: Tak. Międzynarodowa Stacja Kosmiczna jest największą konstrukcją stworzoną przez człowieka w kosmosie i efektem współpracy wielu krajów. Koszty liczone są w dziesiątkach miliardów dolarów, dlatego żadne państwo nie realizuje takiego programu samodzielnie. Grzegorz Krychowiak: Żebyś poleciał na stację, wszyscy musieli się zgodzić? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Tak. Astronauci przechodzą szczegółowe badania medyczne, psychologiczne i długie szkolenia. Partnerzy programu muszą zaakceptować całą załogę. Grzegorz Krychowiak: Jak wyglądało twoje szkolenie? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Przez rok szkoliłem się w różnych miejscach świata. W Houston uczyłem się pracy na ISS z NASA, w SpaceX przygotowywałem się do lotu kapsułą Dragon, w Kolonii trenowałem w europejskim module Columbus, a w Japonii zdobywałem certyfikację do pracy w module Kibo. Grzegorz Krychowiak: Czyli każdy kraj budował własny fragment stacji? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Dokładnie. Stacja składa się z modułów tworzonych przez różnych partnerów. Żeby móc w nich pracować, trzeba przejść odpowiednie szkolenia i zdobyć certyfikacje. Grzegorz Krychowiak: Skąd wzięła się u ciebie ta techniczna pasja? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Dorastałem w domu humanistów. Rodzice są historykami sztuki, więc byłem trochę wyjątkiem w rodzinie. Interesowało mnie budowanie, komputery, technologie i zrozumienie, jak działa świat. Grzegorz Krychowiak: Co muszą zrobić ludzie, którzy chcieliby pójść twoją drogą? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Przede wszystkim ruszyć z miejsca i wykorzystywać pojawiające się możliwości. Droga będzie długa i kręta, ale warto próbować. Oczywiście pomagają dobre uczelnie techniczne, doświadczenie naukowe czy lotnicze, ale kluczowe są kompetencje, motywacja i gotowość do ciągłej nauki. W mojej rekrutacji do ESA wystartowało ponad 22 tysiące osób. Nie skupiałem się jednak na konkurencji. Starałem się po prostu na każdym etapie wykonać swoją pracę najlepiej, jak potrafię. Grzegorz Krychowiak: W 2013 roku zostałeś kierownikiem projektu i starszym inżynierem odpowiedzialnym za niezawodność systemów elektronicznych. Sławosz Uznański-Wiśniewski: Brzmi skomplikowanie, ale moja droga była dość prosta. Wyjechałem z Łodzi na studia do Francji, później pracowałem w Grenoble przy projektowaniu układów elektronicznych dla satelitów. Po doktoracie stanąłem przed ważnym wyborem – gdzie rozwijać się dalej. Grzegorz Krychowiak: Dlaczego był to trudny moment? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Chciałem pracować przy technologiach kosmicznych. Aplikowałem do NASA, ESA i CERN-u. NASA była wtedy zamknięta dla osób bez amerykańskiego obywatelstwa, Polska nie należała jeszcze do ESA, więc realną opcją pozostał CERN. Grzegorz Krychowiak: Czyli kosmos musiał poczekać? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Na jakiś czas tak. Przez dwanaście lat pracowałem w CERN-ie przy Wielkim Zderzaczu Hadronów, rozwijając niezawodne systemy elektroniczne działające w środowisku promieniowania. To nie był kosmos, ale technologie były bardzo podobne. Grzegorz Krychowiak: I wtedy pojawiła się rekrutacja ESA. Sławosz Uznański-Wiśniewski: Tak. Polska była już członkiem ESA, więc mogłem aplikować. Trafiłem do korpusu rezerwowego astronautów. Grzegorz Krychowiak: Czemu „tylko” do rezerwy? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Selekcja astronautów opiera się na kompetencjach, ale później znaczenie mają też kwestie finansowe i udział poszczególnych państw w programach kosmicznych. Polska była stosunkowo nowym i niewielkim członkiem ESA, bez udziału w programie ISS. Grzegorz Krychowiak: Co właściwie oznaczało bycie rezerwistą? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Szczerze mówiąc, nikt do końca tego nie wiedział. ESA po raz pierwszy stworzyła taki korpus. Wiedzieliśmy, że spełniamy wymagania astronautów, ale nie było jasne, czy kiedykolwiek polecimy w kosmos. Grzegorz Krychowiak: A jednak się udało. Sławosz Uznański-Wiśniewski: Tak. Byłem drugim astronautą z tego korpusu, który poleciał na orbitę. Grzegorz Krychowiak: Jak przekonywałeś, że warto wysłać Polaka w kosmos? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Przede wszystkim tłumacząc, że technologie kosmiczne są obecne w życiu każdego z nas. Korzystamy z nich codziennie – od prognozy pogody, przez nawigację, po telekomunikację czy nowoczesne rolnictwo. Grzegorz Krychowiak: Ale skoro już z nich korzystamy, po co inwestować własne pieniądze? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Bo dziś głównie kupujemy te usługi od innych. Inwestując, możemy sami tworzyć technologie i sprzedawać je na świecie. To po prostu duży biznes. Grzegorz Krychowiak: Czy te inwestycje naprawdę się zwracają? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Tak. Według danych ESA zwrot z inwestycji w sektor kosmiczny wynosi często od czterech do siedmiu razy więcej niż zainwestowana kwota. Historia programu Apollo pokazuje, że rozwój technologii kosmicznych generuje ogromne korzyści gospodarcze przez kolejne dekady. Grzegorz Krychowiak: Tylko że dziś konkurencja jest dużo większa. Sławosz Uznański-Wiśniewski: To prawda, ale jednocześnie łatwiej budować nowe rozwiązania, bo znamy już ścieżki rozwoju. Kluczowe jest znalezienie obszarów, w których możemy być pierwsi i stworzyć własne technologie. Grzegorz Krychowiak: Uważasz, że misja została dobrze wykorzystana? Sławosz Uznański-Wiśniewski: W dużej mierze tak. Wiele osób po raz pierwszy zainteresowało się kosmosem. Miałem poczucie, że reprezentuję cały kraj. Powstały też programy edukacyjne i duże inwestycje w polski sektor kosmiczny. Jednocześnie wciąż potrzebujemy długofalowej wizji – odpowiedzi na pytanie, gdzie chcemy być za pięć czy dziesięć lat. Grzegorz Krychowiak: Czy inwestowanie w kosmos oznacza także większą niezależność państwa? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Zdecydowanie. Satelity są dziś naszymi oczami, uszami i systemem komunikacji. Dają dostęp do informacji, umożliwiają podejmowanie własnych decyzji i mają ogromne znaczenie dla bezpieczeństwa państwa. Grzegorz Krychowiak: Skoro zwroty są tak wysokie, dlaczego inwestujemy za mało? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Bo łatwiej wyobrazić sobie inwestycję w nieruchomość niż w zaawansowaną technologię. Często po prostu nie wierzymy, że możemy budować własne rozwiązania technologiczne i skutecznie konkurować na świecie. Grzegorz Krychowiak: Kiedy dowiedziałeś się, że lecisz w kosmos? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Astronauta nigdy nie ma całkowitej pewności. Ale w pewnym momencie zostałem już oficjalnie przypisany do misji i wtedy rozpoczęły się przygotowania. Grzegorz Krychowiak: Kiedy dowiedziałeś się, że lecisz w kosmos? Sławosz Uznański-Wiśniewski: O podpisaniu umowy dowiedziałem się praktycznie z mediów. Wiedziałem, że rozmowy są blisko finału, ale nie znałem daty. Jednocześnie miałem już podpisaną umowę z ESA i od września 2023 roku miałem rozpocząć szkolenie. Grzegorz Krychowiak: Od tej umowy dużo zależało. Sławosz Uznański-Wiśniewski: Od niej zależało wszystko – polska misja kosmiczna i rekordowa inwestycja w sektor kosmiczny. Dlatego dobrze pamiętam 29 sierpnia 2023 roku. Tego dnia żegnałem się z CERN-em. Kilka godzin wcześniej podpisano umowę między Polską a ESA, więc mogłem powiedzieć moim kolegom, że polska misja kosmiczna staje się faktem. Grzegorz Krychowiak: To oznaczało, że lecisz? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Oznaczało, że zaczynam szkolenie. Nadal istniało ryzyko medyczne, techniczne i organizacyjne. Nie znałem jeszcze nawet swojej załogi. Przez jedenaście miesięcy czekałem na skompletowanie misji i wyjazd do Stanów Zjednoczonych. Grzegorz Krychowiak: Co powiedziałeś wtedy na pożegnaniu? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Że czuję, iż to dopiero początek. Nie wiedziałem jeszcze, jak potoczy się przyszłość, ale miałem poczucie, że zaczyna się coś ważnego. Grzegorz Krychowiak: Były obawy, że jednak nie polecisz? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Astronauta nigdy nie ma pewności. Tak samo później, gdy start był wielokrotnie przekładany. W tym zawodzie trzeba nauczyć się żyć z niepewnością. Grzegorz Krychowiak: Jak wyglądały przygotowania? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Do Stanów przeprowadziłem się w sierpniu 2024 roku. Wtedy poznałem swoją załogę. Każdy z nas reprezentował inny kraj, ale bardzo szybko staliśmy się zespołem. Jestem przekonany, że te przyjaźnie zostaną ze mną na całe życie. Grzegorz Krychowiak: A samo szkolenie? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Trenowaliśmy w USA, Europie i Japonii. Uczyliśmy się obsługi stacji kosmicznej, procedur bezpieczeństwa i reagowania na sytuacje awaryjne. Każdy moduł stacji wymagał osobnego przeszkolenia i certyfikacji. Grzegorz Krychowiak: Jakie sytuacje ćwiczyliście? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Przede wszystkim trzy najgroźniejsze: wyciek atmosfery, pożar i wyciek amoniaku. Musieliśmy wiedzieć, jak znaleźć źródło problemu, zabezpieczyć załogę i w razie potrzeby ewakuować stację. Dużą częścią szkolenia była też pomoc medyczna. Na orbicie nie ma karetki ani szpitala, więc załoga musi radzić sobie sama. Grzegorz Krychowiak: Były też przeciążenia? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Tak. Trenowaliśmy w wirówkach odwzorowujących profil lotu rakiety. Dzięki temu mogliśmy przyzwyczaić organizm do przeciążeń występujących podczas startu i lądowania. Grzegorz Krychowiak: A stan nieważkości? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Do tego służą loty paraboliczne. Samolot wykonuje specjalny manewr, który pozwala przez około dwadzieścia sekund doświadczać stanu nieważkości. W tym czasie ćwiczyliśmy poruszanie się i wykonywanie prostych zadań. Grzegorz Krychowiak: Wymiotowałeś? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Nie. Miałem szczęście, bo mój organizm dobrze zniósł zarówno trening, jak i późniejszy pobyt w kosmosie. Grzegorz Krychowiak: Co jeszcze zapamiętałeś ze szkolenia? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Szkolenia ratunkowe. Ćwiczyliśmy wydostawanie się z helikoptera, który wpada do wody, oraz ewakuację z kapsuły po wodowaniu. Musieliśmy umieć wydostać się, zabrać sprzęt ratunkowy i dotrzeć do tratwy. Najbardziej pamiętam ćwiczenia na Florydzie. Było bardzo zimno i wietrznie, a my wskakiwaliśmy do wody w pełnym wyposażeniu ratunkowym. Grzegorz Krychowiak: Jak mocno sprawdzano was psychicznie? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Bardzo mocno. Oceniano sposób działania pod presją, współpracę w grupie i reakcje na stres. Mnie pomagały doświadczenia górskie. W górach, podobnie jak w kosmosie, bezpieczeństwo zależy od zespołu, przygotowania i zaufania do innych. Grzegorz Krychowiak: Co było największym zaskoczeniem? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Jak dużo czasu poświęca się sytuacjom awaryjnym. Większość szkolenia polegała właśnie na przygotowaniu do problemów, które mogą wydarzyć się podczas misji. Grzegorz Krychowiak: I w końcu nadszedł moment lotu. Sławosz Uznański-Wiśniewski: Jeszcze wcześniej przeszliśmy ścisłą kwarantannę. Cała załoga i obsługa były odizolowane od świata zewnętrznego, żeby ograniczyć ryzyko choroby przed startem. To był ostatni etap przed drogą w kosmos. Grzegorz Krychowiak: Jak wyglądały ostatnie dni przed startem? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Przeszliśmy ścisłą kwarantannę. Obejmowała nie tylko załogę, ale też wszystkich ludzi mających z nami kontakt – lekarzy, trenerów, kucharzy czy logistyków. Każdy posiłek był badany, a każdy dzień dokładnie zaplanowany. Pierwotnie kwarantanna miała trwać dwa tygodnie, ale przez kolejne przesunięcia startu spędziliśmy w niej trzydzieści dwa dni. Z rodziną mogliśmy kontaktować się jedynie na odległość. Grzegorz Krychowiak: Czyli nie wiedzieliście, kiedy naprawdę wystartujecie? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Nigdy nie ma takiej pewności. Pogoda, stan rakiety czy inne kwestie techniczne mogą wszystko zmienić nawet na ostatnim etapie. Astronauci często są gotowi do startu, a później muszą wrócić i czekać kolejny dzień. Grzegorz Krychowiak: Słyszałem, że funkcjonowaliście według nietypowego rytmu dnia. Sławosz Uznański-Wiśniewski: Tak, dostosowywaliśmy go do godziny startu. Nieważne, czy rakieta miała wystartować o drugiej w nocy czy wieczorem – dla nas był to początek dnia. Co kilka dni musieliśmy przesuwać rytm dobowy, żeby być w pełni gotowi w momencie startu. Grzegorz Krychowiak: W końcu nadszedł ten dzień. Sławosz Uznański-Wiśniewski: Był stres, bo loty kosmiczne nadal są niebezpieczne. Ale było też ogromne podekscytowanie. Przez lata przygotowywałem się do tego momentu i nie mogłem się doczekać, aż zobaczę, jak wygląda życie na orbicie. Grzegorz Krychowiak: Sam lot przebiegł bez problemów? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Prawie. Lecieliśmy nową kapsułą Dragon. Podczas procedury startowej pierwszy test szczelności kapsuły zakończył się niepowodzeniem. Technicy otworzyli właz, sprawdzili uszczelnienia i powtórzyli test. Dopiero wtedy dostaliśmy zielone światło. Grzegorz Krychowiak: Co wtedy pomyślałeś? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Natychmiast zacząłem analizować wszystkie procedury awaryjne. Zastanawiałem się, jak poradzilibyśmy sobie z wyciekiem atmosfery na orbicie i jakie mamy możliwości działania. Właśnie wtedy bardzo realnie poczułem, że to nie jest symulacja. Grzegorz Krychowiak: Astronauta podczas lotu ma co robić? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Oczywiście. Większość lotu jest zautomatyzowana, ale załoga cały czas monitoruje systemy, diagnozuje sytuację i jest gotowa reagować. Po wejściu na orbitę uruchamiamy oraz sprawdzamy systemy podtrzymywania życia, zasilanie i nawigację. Grzegorz Krychowiak: Kiedy po raz pierwszy zobaczyłeś Ziemię? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Już podczas lotu mogliśmy obserwować ją przez okna kapsuły. To niesamowity widok, którego nie da się porównać z niczym innym. Grzegorz Krychowiak: A dokowanie do stacji? Sławosz Uznański-Wiśniewski: To jeden z najbardziej wymagających momentów misji. Musieliśmy założyć skafandry, przejść procedury bezpieczeństwa i przygotować się na każdą ewentualność. Samo dokowanie jest automatyczne, ale załoga cały czas nadzoruje jego przebieg. Grzegorz Krychowiak: I w końcu zobaczyliście załogę stacji? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Tak. Przez małe okno włazu mogliśmy sobie pomachać. To był bardzo emocjonalny moment. Ale od dokowania do wejścia na stację trzeba jeszcze poczekać – wyrównać ciśnienie i sprawdzić wszystkie systemy. Grzegorz Krychowiak: Czyli nawet wtedy trzeba było uzbroić się w cierpliwość? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Dokładnie. W życiu astronauty często jest tak, że najpierw się spieszymy, a potem długo czekamy. Grzegorz Krychowiak: Jak wyglądało pierwsze wejście na stację? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Wiedzieliśmy, że ogląda nas cały świat. Trzeba było wlecieć na stację, przywitać się z załogą i od razu udzielić pierwszej konferencji prasowej. To był wyjątkowy moment. Grzegorz Krychowiak: Byłeś zaskoczony tym, co zobaczyłeś? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Mimo wielu miesięcy szkolenia tak. Znaliśmy stację z makiet i symulatorów, ale prawdziwa ISS w stanie nieważkości to zupełnie inne doświadczenie. Nagle wszystkie elementy treningu trzeba było połączyć w jedną całość. Grzegorz Krychowiak: Jak duża jest stacja? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Mniej więcej wielkości boiska piłkarskiego. To największa konstrukcja zbudowana przez człowieka w kosmosie. Grzegorz Krychowiak: A twój dzień? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Był rozpisany praktycznie co do pięciu minut. Wszystko miało swój harmonogram i swoje miejsce. Grzegorz Krychowiak: Twój dzień był rozpisany co do minuty? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Co do pięciu minut. Każda minuta na orbicie jest bardzo cenna, dlatego cały harmonogram był szczegółowo zaplanowany. Grzegorz Krychowiak: Dzień i noc naprawdę trwają tam po czterdzieści pięć minut? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Średnio tak, bo stacja okrąża Ziemię co dziewięćdziesiąt minut. W praktyce zależy to od położenia Ziemi, Słońca i orbity. Podczas mojej misji przez ponad dziesięć dni praktycznie nie mieliśmy nocy – stacja była niemal cały czas oświetlona. Grzegorz Krychowiak: Z jaką prędkością porusza się stacja? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Około 28 tysięcy kilometrów na godzinę. Brzmi imponująco, ale na co dzień nie odczuwa się tej prędkości. Widać ją dopiero przez okno, gdy pod nami przesuwają się miasta, morza i całe kontynenty. Grzegorz Krychowiak: Jak wyglądał twój dzień pracy? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Zaczynałem około szóstej rano od eksperymentów medycznych i badań własnego organizmu. Potem śniadanie, a następnie codzienna konferencja z centrum kontroli lotów w Houston. Omawialiśmy plan dnia, zadania i ewentualne problemy. Po kilkunastu minutach każdy astronauta ruszał do swoich obowiązków. Grzegorz Krychowiak: Wykonywałeś trzynaście polskich eksperymentów. Który był najciekawszy? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Jeden z najbardziej fascynujących dotyczył aktywności mózgu w stanie nieważkości. Zakładałem specjalny czepek monitorujący pracę mózgu i pokazujący, które jego obszary są aktywne podczas wykonywania różnych zadań. Badanie miało nie tylko znaczenie naukowe. To krok w kierunku technologii pozwalających sterować komputerami bez użycia mięśni – wyłącznie za pomocą aktywności mózgu. Podczas misji IGNIS polski zespół jako pierwszy zaprezentował w kosmosie działający interfejs mózg–komputer. Grzegorz Krychowiak: Brzmi jak science fiction. Sławosz Uznański-Wiśniewski: Dzisiaj tak, ale w przyszłości takie rozwiązania mogą stać się czymś zupełnie naturalnym. Grzegorz Krychowiak: A przykład z biologii? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Zabraliśmy na stację glony wulkaniczne badane przez polską firmę. Chcieliśmy sprawdzić, jak radzą sobie w stanie nieważkości i jak skutecznie produkują tlen. Okazało się, że działały lepiej, niż przewidywały modele przygotowane na Ziemi. To ważne, bo podobne organizmy mogą w przyszłości pomagać w produkcji tlenu podczas długich misji kosmicznych, a nawet znaleźć zastosowanie w technologiach środowiskowych na Ziemi. Grzegorz Krychowiak: Właśnie takimi przykładami przekonuje się ludzi do inwestowania w kosmos. Sławosz Uznański-Wiśniewski: Dokładnie. Za każdą misją stoją technologie, które wcześniej czy później znajdują zastosowanie również tutaj, na Ziemi. Grzegorz Krychowiak: Właśnie o takie przykłady mi chodziło. Dzięki nim łatwiej zrozumieć sens tych inwestycji. Sławosz Uznański-Wiśniewski: Cieszę się. W nauce i innowacjach trzeba mieć ambitną wizję, ale równie ważne jest pokazywanie konkretnych korzyści. Grzegorz Krychowiak: Masz jeszcze jeden przykład? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Tak. Zabrałem na stację dozymetr promieniowania opracowany przez polską firmę na bazie technologii rozwijanych wcześniej w CERN-ie. Zainstalowałem go w europejskim laboratorium Columbus, gdzie zbiera dane o promieniowaniu. W przyszłości podobne urządzenia mogą znaleźć zastosowanie nie tylko w kosmosie, ale także w lotnictwie wojskowym czy innych obszarach związanych z bezpieczeństwem. To dobry przykład transferu technologii z nauki do praktyki. Grzegorz Krychowiak: Nie obraź się, ale przy tym, co robi twoja żona, lot w kosmos brzmi jak pikuś. Sławosz Uznański-Wiśniewski: Aleksandra przez lata pracowała na misjach humanitarnych w regionach objętych konfliktami. Mam ogromny szacunek do tego, co robiła i robi do dziś. Myślę, że połączyło nas podobne poczucie odpowiedzialności i służby, choć każde z nas realizuje je na swój sposób. Grzegorz Krychowiak: Jak przeżywała twój lot? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Była dla mnie największym wsparciem. Bardzo szybko uznaliśmy, że to nie tylko moja misja, ale również nasza wspólna droga. Ludzie często skupiają się na astronaucie, ale do misji przygotowuje się cała rodzina. To bliscy przeżywają najtrudniejsze chwile, kiedy patrzą, jak ktoś, kogo kochają, wsiada do rakiety i znika za horyzontem. Grzegorz Krychowiak: W pewnym sensie była też twoim rzecznikiem prasowym. Sławosz Uznański-Wiśniewski: W dużej mierze tak. Reprezentowała zarówno naszą rodzinę, jak i polską misję kosmiczną. Wykonała ogromną pracę, opowiadając o kosmosie i technologiach kosmicznych. Grzegorz Krychowiak: Jak odnaleźć równowagę między życiem prywatnym a takimi obowiązkami? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Nie jest łatwo. Oboje dużo pracujemy, podróżujemy i funkcjonujemy publicznie. Staramy się jednak znaleźć czas dla siebie i rodziny oraz wspierać się nawzajem w tym, co robimy. Grzegorz Krychowiak: Jak patrzysz na komercyjne loty kosmiczne? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Uważam, że mają swoje miejsce. Im więcej ludzi zobaczy Ziemię z orbity, tym lepiej zrozumie, jak wyjątkowa i krucha jest nasza planeta. To także kolejny krok do szerszego dostępu do kosmosu. Grzegorz Krychowiak: Czyli to nie tylko kaprys bogatych ludzi? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Czasem spełnienie marzeń, ale przede wszystkim budowanie nowych możliwości. Tak samo zaczynały się inne technologie, które z czasem stawały się dostępne dla coraz większej liczby osób. To również element większej wizji związanej z programem Artemis. Jego celem nie jest jednorazowy powrót na Księżyc, ale stworzenie tam trwałej infrastruktury i przygotowanie kolejnego etapu eksploracji kosmosu. Grzegorz Krychowiak: Skoro człowiek był na Księżycu już w 1969 roku, dlaczego tak długo nikt tego nie powtórzył? Sławosz Uznański-Wiśniewski: Program Apollo był ogromnym przedsięwzięciem finansowym i technologicznym napędzanym przez rywalizację między Stanami Zjednoczonymi a Związkiem Radzieckim. Po osiągnięciu celu zainteresowanie spadło, a wraz z nim finansowanie. Dziś sytuacja wygląda inaczej. Powrót na Księżyc napędza nowa konkurencja technologiczna, a projekty realizowane są przez międzynarodowe partnerstwa. Dzięki temu uczestniczą w nich także kraje takie jak Polska. Grzegorz Krychowiak: Chciałbym ci podziękować za tę rozmowę. Sławosz Uznański-Wiśniewski: Dziękuję. Kosmos fascynuje mnie od dziecka i mam nadzieję, że udało mi się tą fascynacją podzielić również z innymi. Widzę ogromne zainteresowanie tym tematem wśród młodych ludzi i wierzę, że Polska będzie z tego korzystać przez wiele kolejnych lat. /źródło -
|
| Poprawiony: wtorek, 02 czerwca 2026 09:06 |

/